IN MEMORIAM

hubert

Nie znałam Anthoine Huberta. W dzisiejszych czasach, nie wiem jak można określić „znanie”. Nigdy nie widziałam jak się ściga – ale obserwowałam go, jako członka Renault Academy, widziałam jego przygotowania się do wyścigów, treningi z innymi członkami, też którzy ścigali się w F2.

Pamiętam, jak uśmiechałam się, widząc go szczęśliwego ze swoją dziewczyną. Widok zakochanych zawsze przynosi mi radość.

Widziałam młodego Francuza, może niepozornego, ale z błyskiem w oku, który nosił okulary w ciemnej oprawce (z czym się utożsamiałam). Widziałam kogoś, kto był ostatnim mistrzem GP3 i w debiutanckim sezonie w F2 wygrał już dwa razy.

Widziałam młodego mężczyznę, który za parę lat pewnie dołączyłby do królowej motosportu.

To właśnie myślałam, kiedy próbowałam sobie poukładać w głowie, że Anthoine Hubert nie żyje.

Wszyscy pamiętamy o Ayrtonie Sennie. O Rolandzie Ratzenbergerze. O Julsie Bianchim. Formuła 1 to miłość, ale też miłość zabójcza; a ja przyznam się, że zapomniałam o tej ciemnej stronie mojej miłości.

Odświeżając Instagram, Ig story Anthoine pokazało się mi – 9 godzin temu chłopak po prostu cieszył się, że wskoczy do bolidu i znowu będzie walczyć o swoje marzenia.

Nie gloryfikuję jego śmierci. Nie gloryfikuję niebezpieczeństwa wyścigów. Możliwie, że w jakimś innym wszechświecie ja, ta Agata, była na tyle szalona, że swoją miłość do ścigania przerodziła w prawdziwe ściganie.

Nie wiem.

Na wieść o śmierci Anthoine, z chwilą kiedy zostałam sama, wylałam nie kilka, kilkanaście, ale tysiące łez. Ale nie myślałam tylko o nim. Myślałam o mamie, o tacie, o Lizzy – o tym, że wiem, co czuje jego rodzina.

I nie czułam się sama, bo każdy fan, każdy kierowca, zespół – podzielał mą rozpacz.

Jako fan motosportu przeżyłam upojne chwile. Śmiałam się z memów, krzyczałam, kiedy wygrywał kierowca i czułam frustrację, kiedy przegrywał.

Lecz dzisiaj, byłam zdewastowana.

Kompletnie zdewastowana i złamana.

Jestem już kimś innym niż Agata wczoraj.

Pomyślimy o Anthoine Hubercie jako zwykłym chłopaku, który miał na tyle odwagi, aby robić to co kochał. I nie to, ze umarł robiąc to co kochał – bo nie w tym rzecz. To nie powinno mieć miejsca. Ten wypadek. Nigdy.

Każdy z nas może umrzeć, każdego dnia, w każdym momencie, nawet dławiąc się bananem.

Niech śmierć Anthoine przypomni nam o kruchości tego życia. I szybkości z jaką może się skończyć. Niech jego śmierć pomoże nam zrozumieć, że musimy kochać i uśmiechać się, każdego dnia. Niech jego śmierć pomoże nam – fanom, nam jako ludziom – stać się lepszymi, a samo ściganie uczyni bezpieczniejszym.

Na zawsze cię zapamiętam, Anthoine. Nie byłam nikim specjalnym, jedną z tysięcy obserwatorów, która była ciekawa twojego życia jako kierowcy. Lecz, będę Cię pamiętać – twój uśmiech, okulary, pasję. To jak mówią o Tobie twoi koledzy – że z końcem dnia byłeś po prostu dobrym człowiekiem.

I będę żywić nadzieję, że byłeś pierwszym i ostatnim kierowcą, którego śmierci byłam świadkiem.

Respose en Paix, Anthoine.

A. J. Prosińska, 31/08/2019 


I didn’t know Anthoine Hubert. I don’t know how to say we “know” someone these days. I have never seen him race – but I followed him on Insta, I saw his preparation for racing, training with other members who also raced in F2.

I remember smiling when I saw him happy with his girlfriend. Seeing lovers always brings me joy.

I saw a young Frenchman, maybe inconspicuous, but with a glint in his eye, who wore glasses in a dark frame (which I identified with). I saw someone who was the last champion of GP3 and in the debut season in F2 has already won twice.

I saw a young man who would probably join the queen of motorsport in a few years.

That’s what I was thinking when I was trying to  understand that Anthoine Hubert was dead.

We all remember about Ayrton Senna. About Roland Ratzenberger. About Jules Bianchi. Formula 1 is love, but also deadly love; and I will admit that I forgot about this dark side of my love.

Refreshing Instagram, Ig story Anthoine popped up, Anthoine just posted Spa picture he was ready for jumping into the car and fighting for his dreams again.

I don’t glorify his death. I do not glorify the danger of racing. It is possible that in some other universe I, this very person that is writing this, was crazy enough that my love for racing turned into real racing.

I do not know.

At the news of Anthoine’s death, when I was alone, I shed not a few, a dozen, but thousands of tears. But I didn’t just think about him. I thought about my mother, about my father, about my lover –  knowing how Anthoine’s family feels.

And I didn’t feel alone, because every fan, every driver, team – shared my despair.

As a motorsport fan, I experienced intoxicating moments. I laughed at memes, I screamed when the driver won and I felt frustrated when he lost.

But today, I was devastated.

Completely devastated and broken.

I am already someone so much diffrent than I was yesterday.

We will think of Anthoine Hubert as a person who had the courage to do what he loved. And not that he died doing what he loved – that’s not the point. This should not happen. This accident. Never.

Each of us can die, every day, at any time, even choking on a banana.

Let Anthoine’s death remind us of the fragility of this life. And the speed at which it can end. Let his death help us understand that we must love and smile every day. Let his death help us – our fans, us as people – become better and make racing  safer.

I will remember you forever, Anthoine. I was no one special, one of the thousands of followers who was curious about your life as a driver. But, I will remember You – your smile, glasses, passion. It’s how your colleagues say about You – that at the end of the day you were just a decent person.

And I will hope that you were the first and last driver whose death I witnessed.

Respose en Paix, Anthoine.

A. J. Prosińska, 08/31/2019

hubert3