KAPITAN AMERYKA: WOJNA BOHATERÓW – RECENZJA | CAPTAIN AMERICA: CIVIL WAR – REVIEW

civilwarbanner

Po długiej nieobecności wracam z obiecaną recenzją i to nie byle jakiego filmu, bo najnowszego obrazu Marvela, czyli „Kapitana Ameryki: Wojny bohaterów”. Na wstępie od razu uprzedzam, że znajdzie się tutaj parę spojlerów, zatem jeśli nie obejrzeliście filmu nie psujcie sobie dobrej zabawy, a jeśli tak – zapraszam.

To był najlepszy seans kinowy w całym moim życiu. Nie tylko dlatego, że film był naprawdę dobry. Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze marzyłam, by mieć własne kino. Oglądać filmy w pustej kinowej sali, bez ludzi dyszących i sapiących mi w karki. I co? Dnia 7 maja 2016 roku moje marzenie się spełniło. Znaczy, nie do końca, ponieważ zaciągnęłam do kina swoją przyjaciółkę Ninę, jednak prócz naszej dwójki na sali nie było nikogo.

Nikogo.*

Prawdopodobnie dlatego, bo kto idzie do kina na dziesiątą z rana w sobotę?

Odpowiedź: ja i Nina.

shruggif

Od czego mogę zacząć?

Jak kampania reklamowa nam już zapowiedziała, fabuła filmu będzie dotyczyć konfliktu na linii Kapitan Ameryka-Iron Man. Podczas jednej z akcji drużyna Avengers dowodzona przez Rogersa niestety się nie popisuje i dochodzi do strat w ludności cywilnej. W obliczu kolejnych katastrof (czyli po wydarzeniach z Nowego Jorku, Washingtonu i Sokovii) zapada decyzja o kontrolowaniu działań herosów przez specjalnie powołany do tego zarząd. To zaś prowadzi do powstania dwóch przeciwnych obozów dowodzonych przez Kapitana Amerykę (Chris Evans) – przeciwnika aktu rejestracji superbohaterów i Irona Mana (Robert Downey Jr.), będącego jego zwolennikiem. Jednak to nie wszystko. Wiadomo, to film o superbohaterach, zatem na pewno w cały ten pasztet jest wplątany jakiś Ten Zły Gość, który specjalnie uknuł skłócenie bohaterów, aby mieć czas na własne nikczemne plany.

Przedstawiam również krótszy opis filmu dla leniwych: walenie się po ryjcu, bitka, coś wybucha, ktoś się goni, ktoś ucieka przed goniącym, jakieś żarty, niepotrzebne pocałunki, bitka, co cię nie zabije to prawdopodobnie posadzi na wózku inwalidzkim, wybuchy, więcej żartów, więcej bitki, płacz i mrożonki.

Tyle powinniście wiedzieć.

Dobra, opis odhaczamy.

civilwargif

„Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów” jest świetnym rozpoczęciem fazy trzeciej filmowego uniwersum Marvela. Uważam wszystkie ich filmy są pięknie zrobione, jednak już w „Zimowym Żołnierzu” można było zauważyć, że bracia Russo (piątka dla nich tak przy okazji) dali swoim  obrazom Kapitana charakterystyczne, stonowane kolory szarości, srebra, niebieskiego i bieli (ponieważ w „Pierwszym Starciu” tego nie zauważyłam). I mnie ta kolorystyka niesamowicie się podoba. Efekty specjalne były świetne – oczywiście, że widać, że są komputerowe, lecz nie w jakiś nachalny sposób. Po prostu są przyjemne dla oczu. Czasami nawet zbyt przyjemne i oglądanie ich na ekranie kinowym było istną ucztą dla moich wrażeń estetycznych. Niestety, nie wiem, czy to kwestia seansu, jednak cały czas miałam wrażenie, że film jest jakiś szybki pod względem technicznym, nie fabuły. Było to trochę dla mnie dezorientujące. 

Dwie piątki idą dla Henry’ego Jackmana, który już od jakiegoś czasu zalicza się do moich ulubionych kompozytorów. Muzyka jest klimatyczna i parę kawałków zapada w pamięć (m.in. „Cap’s Promise” czy „Siberian Overture” [czyli moim zdaniem piękne rozwinięcie kompozycji „The Winter Soldier” – w kinie dostałam normalnie ciarek]), zaś trzy piątki wędrują do ludzi, którzy zajmowali się scenami walk. Wiem, że może zabrzmieć to trochę prymitywnie, ale walić się po ryjcu też trzeba umieć. A ci ludzie  – czyli choreografowie, dublerzy, graficy komputerowi i sami aktorzy sprawiają, że wygląda to jak piękny taniec, zatem szacun ludziska!

civilwarfight

Wszyscy aktorzy podołali zadaniu i zagrali swe role śpiewająco. Jednakże wiecie, jeśli nie było czego do zagrania to był problem (*gdzie jest Zemo?*). Przykro mi to mówić, jednak minusem filmu jest nasz szwarccharakter. Chociaż postać Daniela Brühla ma dobry motyw do zemsty i po pierwsze potencjał, czegoś po prostu brakuje, by nazwać go Tym Złym Gościem, ale nazwę go tak, by nie było mu przykro (to nie jego wina!). Moim zdaniem Marvel powinien popracować nad złoczyńcami. Widocznie to ich pięta Achillesa.

POPRAWKA, 12 SIERPNIA 2016: Moje życiowe motto głosi „Si enim fallor, sum” – „Jeśli się mylę, to jestem” św Augustyna (ale na jego temat to się tutaj nie wypowiem). I tu przyznaję się, pomyliłam się. Zemo nie jest minusem „Wojny Bohaterów”. Wiecie, są wakacje, zatem kiedyś, zanim zasnęłam poświęciłam mu trochę uwagi i zanalizowałam jego postać. I muszę teraz powiedzieć, że jestem pod wrażeniem. Nie jest on czarnym charakterem typu Lokiego, Ultrona, Malekitha (haha) lub nawet Crossa, lecz zwykłym, normalnym, na tyle inteligentnym człowiekiem, który zdał sobie sprawę, że nigdy nie pokona Avengers. Zatem po prostu pociągnął za odpowiednie sznurki, żeby pokonali siebie nawzajem. Był iskrą, która po prostu zapaliła beczkę prochu. 

Jestem pod wrażeniem. Naprawdę pod dużym, ponieważ no, prawie mu się udało, zatem szacun, szacun, Nemo. Znaczy Zemo.  

I nadal nie tracę nadziei, że w MCU znajdzie się dla niego miejsce i  jego fioletowej skarpety na twarzy.

Zdawać by się mogło, że taka ilość nowych bohaterów może nas przytłoczyć. Jednak tak nie jest (kolejna piątka dla braci Russo). Wszyscy mieli swoje pięć minut i to na dodatek jakie! Tutaj moim ulubieńcem jest oczywiście Antek, ugh, Ant-Man (Paul Rudd). Nina zaczęła się śmiać jak szalona, kiedy mało nie padłam, widząc akcję Antek/Hawkeye-strzała. To było po prostu mistrzostwo! Albo jak Ant-Man stał się Giant-Manem. Cudo! Czarna Pantera (Chadwick Boseman) z kolei mnie zaciekawiła i czekam na solowy film. Do gustu przypadło mi także Spiderciątko (Tom Holland), z którym w jakiś sposób mogę się utożsamić. Ja też latałabym jak szalona wrzeszcząc do Kapitana, że jestem jego fanką, tłumacząc się jak głupia czy zachwycając się, że Zimowy Żołnierz (Sebastian Stan) ma metalowe ramię, jednak w przeciwieństwie do niego byłabym tak martwa, że nie mogę tego opisać.

civilwarspidey

Trochę to smutne, lecz jestem realistką. Byłabym bardzo martwa w MCU.

Jako, że zawsze śmieję się w najbardziej nieodpowiednich momentach, pewnie nie zdziwi Was to, że parsknęłam śmiechem w scenie, kiedy Tony dowiaduje się, iż to Bucky był tym, który zabił mu rodziców. To było istne déjà vu z „Narzeczonej dla Księcia”, tylko prócz

„Nazywam się Inigo Montoya, zabiłeś mojego ojca, przygotuj się na śmierć.”

Wyglądało to mniej więcej tak:

„Nazywam się Tony Srark (sorry, Stark), zabiłeś moją mamusię, przygotuj się na śmierć.”

Oglądaliście, więc wiecie, że mam rację.

Teraz nadszedł czas na część recenzji poświęconą Bucky’emu Barnesowi/Zimowemu Żołnierzowi (piątka dla Pana Sebastiana, ponieważ wykonał pierwszorzędną robotę). Jakieś parę miesięcy temu zastanawiałam się, czy bracia Russo wykorzystają motyw z komiksów z hasłami, które „wyłączały” i „włączały” Zimowego Żołnierza (jeśli mnie pamięć nie myli było to jedno słowo – „rasputnik”, które powodowało, że Bucky leżał po nim jak kłoda, jednak pewnie się mylę). I co? Wykorzystali.

Moje biedne serce.

Właściwie, Zimowy Żołnierz, jako postać, zawsze mnie bardzo interesował i mam nadzieję, że zdradzę Wam kiedyś, może nawet niedługo, dlaczego. Nie wyobrażam sobie gorszego losu dla człowieka niż pozbawienie go wszelkiej wolnej woli. Niż bycie więźniem własnego umysłu i ciała, którym nie można ufać. Tak samo jak w przypadku Spiderciątka, w pewien sposób mogę zrozumieć co przeszedł Bucky; znałam kogoś podobnego do niego i wiem, iż ból jaki czuł musiał być niewyobrażalny.

131bcde0-c926-0133-971f-0ec2e53676a1

Na koniec: pewnie się zastanawialiście jaki team wybrałam. Czy jestem Team Captain America czy Team Iron Man. Cóż, argumenty obu panów równoważą się dla mnie. Nie mogę przyznać żadnemu racji, ponieważ w tym konflikcie nie ma dobrej czy złej strony i myślę, że na pewno znajdzie się ktoś, kto podziela moje zdanie. Jednak całym sercem jestem

#TeamDoCholeryZostawcieBuckyegoBarnesawSpokoju

No.

Zatem, „Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów” jest świetnym filmem, który podobał mi się najbardziej ze wszystkich trzech odsłon o przygodach Steve’a Rogersa. Sama nawet dokładnie nie wiem, jaką ocenę mu wystawić, ponieważ dałabym mu 10, lecz z kolei „Ant-Manowi” wystawiłam 8, a czy „Wojna bohaterów” lepszym jest od niego filmem? Właśnie, że nie do końca, bo zgoła innym. Zatem, po prostu poprzestanę na tym, że polecę ten film każdemu i poradzę,iż jeśli waszym marzeniem jest obejrzenie filmu w pustej sali kinowej, chodźcie z rana do kina.

SCENA PO RECENZJI:

Prawdziwa wymiana zdań między mną, a Niną podczas pierwszej sceny po napisach.

Nina: Nawet bez ręki wygląda jak milion dolarów.

Ja: *patrzy na pozbawionego ramienia Bucky’ego, który zasługuje na więcej niż bycie mrożonką*

Ja: 

Nina: 

Ja: *ze łzami w oczach* NO


civilwarbannerAfter my long absence I’m back with the promised review and not ordinary one. The review of the newest Marvel motion picture – „Captain America: Civil War”. To begin with – spoilers will happen, therefore if You haven’t watched the movie yet, don’t spoil it for youself, but if You have – be my guest.

This was the best screening in my whole life. Not only because of the really good film. I don’t know about You, but I’ve always wanted to own a theatre. To watch movies in empty cinema hall, without people, who were panting onto back of my neck. And what? My dream came true on 7th May 2016. I mean, not exactly, for I’ve dragged my friend Nina to the cinema, nevertheless, expect for our twosome, there was nobody in the theatre.

Nobody.*

Probably because who goes to cineama at 10 am on Saturday?

Answer: me and Nina.

shruggif

Where can I begin with?

The promotion campaign showed us that the plot will be about Captain America-Iron Man conflict. During one mission leaded by Rogers unfortunately, Avengers epically failed and there were many civilian casualties. In the view of the another catastrophe (after New York, Washington DC and Sokovia) is told heroes actions are needed to be controlled. This leads to titular civil war between Captain America (Chris Evans), the opponent of Anti-Hero Registration Act and Iron Man (Robert Downey Jr.), who is a supporter of it. However, it’s not all – it’s a superhero movie, so for sure, there is That Bad Guy in this whole pâté, who specially wanted our heroes to fight each other in order to achive his wicked goal.

I also present a shorter description of the movie for lazy ones: punch-ups, something explodes, someone pursue someone, someone escapes from that someone, jokes, unnecessary kisses, punch-ups, what doesn’t kill you probably sits you on the wheelchair, more explosions, more punch-ups, more jokes, cry and frozen food.

It’s all You should know.

Okay, description ticked.

civilwargif

„Captain America: Civil War” is a wonderful beginning of the MCU Phase Three. I consider all of their movies as beautifully done, however I noticed already in „Winter Soldier” Russo brothers (by the way – high five for them) gave to their Cap motion pictures characteristic, restrained colours of greys, silvers, blues and whites (because I didn’t see them in “First Avenger”). And I love that colour sheme. Special effects were great – of course it’s visible they’re digital, but not in that awful way. They’re pleasing the eyes and watching them on the cinema screen was the feast for my aestheticism. More’s the pity, I don’t know, maybe it’s the screening fault, but I felt the movie was too… quick? In technical way, to be more precise. Plot wasn’t rushed. It was a little bit disturibing for me.

Two high fives goes to Henry Jackman, who since while is one of my favourite composers. The music is climatic and some of the compostions are memorable (inter alia “Cap’s Promise” or “Siberian Overture” [in my opinion stunning expansion of “The Winter Soldier” – I’ve got goosebumps in the theatre]). Three high fives whereas goes to people who handled the fight scenes. I know it can sound kinda primitively, but punching people in the face can be also an art and sadly not everyone is an artist. And this people – choreographers, stunts, graphic designers and actors themselves made it look like a beautiful dance, so respect folks!

civilwarfight

Actors did a great job playing their characters. However, You know, when the character is written badly, even a great actor will play him/her badly (*finding Zemo*). I’m sorry to say that, but one of the cons of the movie is our villain. Albeit Daniel Brühl’s character has a good revenge motive and mainly potential, something is missing to call him That Bad Guy, but I will call him that, coz I don’t wanna be unpleasant (it’s not his fault!). In my opinion Marvel should work on their villains. It seems it’s their Achilles heel.

UPDATE, 12th AUGUST 2016: My life motto is „Si enim fallor, sum” – ” If I make mistakes, I exist” by Saint Augustine (but I won’t say anything about him here). And I admit, I made a mistake. Zemo is not a con of „Civil War”. You know, I’m on holidays, so some time ago, before I fell asleep I analysed that character. And I have to confess that now, but I am impressed. He’s not a villain like Loki, Ultron, Malekith (haha) or even Cross, but a normal human being, although really intelligent one, who realised he will never beat Avengers. Therefore, he just pulled the right strings and set them on each other. He was the spark which blew the powder keg. 

I am impressed. Really imprsessed. Coz healmost made it, so respect, respect, Nemo. I mean Zemo.

And I hope for the best – that he will return to MCU, if with his purple sock on his face, the better.  

I was afraid that the number of new heroes would overwhelmed me, but I was wrong (another high high for Russo bothers!). Everyone had their five minutes and what kind of five minutes! My favourite is of course Ant-Man (Paul Rudd). Nina started laughing like a madman when I almost fell from seat seeing Ant-Man/Hawkeye + arrow action. It was a masterpiece! And Giant-Man? Just wow! By contrast, Black Panther really intrigued me and I wait for his movie. I liked the Spidey (Tom Holland) too, because I can identify myself with him. I would also run around like crazy, screaming to Cap I’m his fan, explaining myself like an idiot or marvelling at Winter Soldier’s metal arm. Nevertheless, unlike him, I would be so dead in MCU. Really dead.

civilwarspidey

It’s kinda sad, but I’m a realist. I would be so dead.

As I always laugh in the less appropriate moments You won’t be suprised that I snort with laughter, when Tony found out Bucky was the one that killed his parents. It was the genuine déjà vu from „Princess Bride”, however instead of

„My name is Inigo Montoya, you killed my father, prepare to die.”

It looked like that:

„My name is Tony Stank (sorry, Stark), you killed my mummy, prepare to die.”

You’ve seen it, so You know I’m right.

Now it’s time for the part of the review dedicated to Bucky Barnes/Winter Soldier (high five for Mr Sebastian, coz he’s done a splendid job). Few months ago I had been wondering if Russo brothers will use the „triggers” words theme from the comics (I’m sure I’m wrong, but the word “rasputnik” or something like that was making Bucky lose consciousness in the comics?). And what? They used it.

My poor heart.

Basically, Winter Soldier, as a character, always fascinated me and I hope I will tell You why in the near future. I cannot even imagine the worst fate for human than being deprived of free will. Than being the prionser of own mind and body, I couldn’t trust. Like in the case of Spidey I can understand in some ways what Bucky lived through; I knew someone like him and the pain he felt must have been unbelievable.

131bcde0-c926-0133-971f-0ec2e53676a1

In the end: You probably wonder which team I chose. If I am Team Captain America or Team Iron Man. No-hum, arguments of this two gentlemen balance out. I cannot agree with only one of them, for in this controversy there isn’t bad or good side and I think there are people who agree with me.  Nevertheless, wholeheartedly I am

#TeamBloodyHellLeaveBuckyBarnesAlone

Yeah.

So, “Captain America: Civil War” is a great motion picture and I enjoyed it the most from the three Captain America movies. I would give 10 to it, but I gave 8 to “Ant-Man” and “Civil War” is not a better movie than it, but different. Therefore, I will just say I recommend it for everyone and if You also always wanted to watch movie alone in theatre, go to cinema in the morning.

AFTER REVIEW SCENE:

Actual dialogue between me and Nina during the first after credits scene.

Nina: Even without arm he looks like a million dollars.

Me: *looks at armless Bucky, who deserves more than being a frozen food*

Me: …

Nina: …

Me: *crying* YEP