WYWIAD Z B.M.W. SOBOL, AUTORKĄ „CUDZOZIEMKI” I „WIĘZÓW PRZEZNACZENIA”

Dzisiaj serdecznie zapraszam do lektury wywiadu, który miałam zaszczyt przeprowadzić z utalentowaną i pracowitą pisarką (a także bliską mi przyjaciółką), B.M.W. Sobol. W kwietniu tego roku wyszła jej druga książka z Cyklu Skandynawskiego, pt. Więzy przeznaczenia. Zatem, korzystając z pięknej pogody i wakacji, zadałam jej parę pytań, których odpowiedzi, mam nadzieję, przybliżą jej cudowną osobę!

Czy możesz uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć, co było trudniejsze: praca nad Cudzoziemką czy Więzami przeznaczenia?

Pierwszą odpowiedzią, która nasuwa mi się niemal automatycznie są Więzy przeznaczenia. Nie chodzi tu jedynie o złożoność fabuły zmianę narracji, czy wprowadzenie nowych bohaterów, to również rozwój moich postaci, nowi bohaterowie i mnogość różniących się od siebie stylów wypowiedzi. Co więcej, wszystko jest ze sobą połączone jak jeden organizm, więc zadanie było o wiele trudniejsze niż w przypadku Cudzoziemki, która jest zaledwie przedsionkiem całej historii. Z perspektywy czasu sądzę, że napisanie pierwszego tomu również nie było łatwe, bowiem każda podwalina powinna być solidna. 

Dwie pierwsze części Cyklu Skandynawskiego.

Jak myślisz, jak zmieniło się Twoje podejście do pisania drugiej części Cyklu Skandynawskiego? Czy i jak odzew jaki uzyskałaś od czytelników wpłynął na twoją pracę?

Muszę przyznać, że każdy pozytywny odzew czytelników daje ogromnego kopa i motywację do dalszej pracy. Taki ładunek pozytywnej energii otrzymałam po opublikowaniu pierwszej części, co sprawiło, że aż tak bardzo nie spieszyłam się z napisaniem kolejnej części. Wrzuciłam na luz i podeszłam do Więzów przeznaczenia trochę jak do przyjemnej formy spędzania czasu, niż do poważnej pracy/zadania.

Czy odczuwałaś presję drugiej części? Czy miałaś cel jaki chciałaś osiągnąć w tej części – taki czytelniczy i pisarski?

Czy odczuwałam presję? Nie do końca tak bym to ujęła, ale przez cały proces realizacji tego projektu towarzyszył mi niepokój. Nie odczuwałam presji jako takiej, a raczej obawę czy moja wizja spodoba się czytelnikom.

W drugiej części Judyta i Einar są rozdzieleni i poznajemy ich jako odrębne postacie. Jak pisać romans kiedy dwie kochające się osoby nie są tylko w różnych światach, ale i czasach?

To właśnie jedna z tych niełatwych fabularnych kwestii, z którymi przyszło mi się zmierzyć. Miłość to niezwykle silne uczucie, gdy rozdzielimy bohaterów, związanych ze sobą taką więzią, cierpienie staje się kolejną ze składowych emocji w związku, dokładając tym samym kolejną cegiełkę do mostu jaki łączy i scala nasze postaci, bez względu na czas i miejsce.

Skąd właściwie pomysł na wprowadzenie postaci Dunstana? Niby niepozorny, ale, ale, czuję, że masz dla niego światłe plany.

Z perspektywy czasu widzę Dunstana, jako postać, która powstała spontanicznie i nieco intuicyjnie. Staram się racjonalnie wytłumaczyć jego pojawienie się w powieści, jednak nie do końca potrafię; on po prostu jest. Może ujmę to w ten sposób, bardzo lubię postać Kadlin, dlatego postanowiłam nieco rozbudować jej historię w kolejnej części. W tym celu potrzebowałam dla niej partnera. Potem był obrazek, do tej pory mam ciarki, gdy przeglądam moją galerię inspiracji. Miałam już konkretną wizję kogoś, komu trudno będzie wytrzymać z Kadlin, przy jednoczesnej fascynacji jej osobą.

Sądzę, że postać Dunstana jest miłym urozmaiceniem całej historii, ale i frajdą dla mnie jako pisarza. To bohater pełen sprzeczności, a ja je wprost uwielbiam. Sama się z nimi zmagam, dlatego też Dunstan jest mi szczególnie bliski. To również człowiek spoza wikińskiej społeczności, jednak jego historia jest zgoła inna od tej Judyty, a sam Dunstan jeszcze namiesza w całym cyklu, zostawmy to jednak na kolejne tomy.

W Więzach przeznaczenia używasz naprzemiennie narracji pierwszoosobowej i trzecioosobowej. O ile Cudzoziemka była głównie pisana w pierwszej osobie, czemu i na co pozwoliło ci wprowadzenie narracji trzeci osobowej?

Tak, Cudzoziemka to głównie narracja pierwszoosobowa, z kolei w Więzy przeznaczenia są mieszanką narracji, jest to pewnego rodzaju urozmaicenie, dzięki temu książka napisana z perspektywy trzech bohaterów staje się bardziej dynamiczni. Nie wiem czy czytelnicy znieśliby kolejną powieść napisaną jednostajnie, w pierwszej osobie, ale to tylko moje założenie. Narracja trzecia ułatwia prowadzenie akcji, można sobie w niej pozwolić na więcej manipulacji oraz plastyczność następujących po sobie zdarzeń, natomiast przy pierwszoosobowej czytelnik dostaje jedynie to, co bohater zechce nam przekazać. To jest trochę jak z pamiętnikiem. Przyznaję, że nigdy takowego nie prowadziłam i nie jestem w tym zbyt dobra. O wiele lepiej prowadzi mi się narrację w osobie trzeciej. 

Jak uważasz zmieniła się Judyta na przestrzeni tych dwóch powieści? O ile w pierwszej części mój stosunek do Judyty był zmienny (Einar rządzi!), to Więzach Przeznaczenia to zupełnie inna osoba, którą obdarzyłam szacunkiem. Także w oczy rzucało mi się jej wyobcowanie – jakby to ona nie pasowała już do swoich własnych czasów.

Cieszę się, że zmieniłaś o niej zdanie. Cała seria traktuje głównie o przemianie jednostki, o tym jak zmienna jest ludzka natura. Sama Judyta przechodzi ogromną przemianę i cieszę się, że jest to aż tak dostrzegalne, że Ty to dostrzegasz. Oznacza to, że wyszedł mi ten zabieg.

Judyta w drugiej części nie jest już tą samą osobą, jednak nadal pozostaje sobą. Jest, jak to trafnie zauważyłaś, wyobcowana i nie pasuje już świata, z którego wyszła. Do tej konkluzji dochodzi stopniowo, ale cieszę się, że w końcu to do niej trafia, ponieważ Judyta i Einar muszą być razem;) Nie na darmo łączą ich ze sobą więzy przeznaczenia.

Wydaje mi się, że podróż Judyty może być też odczytywana metaforycznie – tęsknota za miłością romantyczną, ale i też powrotem do natury, ale i też emancypacją, znalezieniem własnej siły w sobie. Co o tym myślisz?

„Podróż i przemiana Judyty jako wyraz emancypacji oraz tęsknoty za pierwotna siłą natury.” – Już widzę taki temat na maturze z języka polskiego?

Jest to bez wątpienia historia wielowymiarowa oraz wielowątkowa. To fantastycznie, że dostrzegłaś w niej metaforę, nie tylko prostą obyczajówkę, czy romans. Niezaprzeczalnie jest co cykl o podróży głównej bohaterki, lecz nie tylko w wymiarze fizycznym, to również podróż bohaterów w głąb siebie, własnych lęków i namiętności

Czy miałaś jakiś cel przewodni Więzów przeznaczenia, myśl, którą chciałaś, aby czytelnik wyłonił z powieści?

Myślą przewodnią Więzów przeznaczenia jest czas, zacieranie się jego granic, oraz wszystko to, co w jakikolwiek sposób, fizyczny czy emocjonalny, oddziela od siebie bliskich sobie ludzi.

Świat wikingów, który kreujesz robi niezwykłe wrażenie. Na końcu książki opisałaś, że korzystałaś ze źródeł historycznych. Jak długo trwały te „badania” i przygotowanie właśnie tego tła i czy znalazłaś inspirację gdzieś gdzie najmniej się jej spodziewałaś?

Inspiracja odnajduje mnie kiedy najmniej się tego spodziewam. To samo tyczy się researchu, który zazwyczaj robię przed lub w trakcie pisania. Dobrym tego przykładem jest, znany już wszystkim koc płodności. W książce znanego Archeologa Władysława Duczko, „Moce wikingów. Światy i zaświaty wczesnośredniowiecznych Skandynawów” natknęłam się na wspomnienie, o odnalezionym w pochowku łodziowym wełnianym kocu, tkanym w czerwone i białe wzory. Pomyślałam: „Dlaczego moi bohaterowie mieliby takowego nie posiadać?”, i dopisałam do niego historię. To zaskakujące dokąd może zabrać nas wyobraźnia, gdy odrzucimy to, co już wszystkim dobrze znane. Zdecydowanie wolę, by niewielkie detale pisały historię, niż by ta powielała się w moich książkach. Nie przepadam za łopatologicznym objaśnianiem historii czy kultury danego regionu, krok po kroku – życie nie z tego się składa.

Nasza wspaniała autorka 😉

Jak uważasz zmieniło się twoje podejście do pisania na przestrzeni ostatnich lat – i szczególnie w czasie pandemii?

Mogę śmiało powiedzieć, że przeszłam od wzniosłego natchnienia, do monotonnej rutyny pracy. Pandemia pozwoliła mi, przede wszystkim, znaleźć czas na tworzenie i wyrobienie sobie dobrych nawyków pisarskich. Nie czekam już na samą wenę, tak jak to było wcześniej.

Jakie są twoje plany pisarskie na następne lata?

Och! Planów i projektów jest cała masa, będę krok po kroku je realizować; oby tylko starczyło mi cierpliwości, by doprowadzić wszystkie idee do końca. Jednym z moich celów jest ukończenie pewnej historii, która leży odłogiem już przeszło od roku. Będzie to fabuła mocno ocierająca się o realizm magiczny. Mam w planach także ukończyć trzeci tom cyklu skandynawskiego i, co wielce prawdopodobne, zabrać się za czwarty. Poza tym są jeszcze pomysły, które wpadają dość nieoczekiwanie, kuszą by wyjść poza ramy stałego grafiku. Jest jeszcze tajemny projekt, na którego temat na razie nic nie mogę zdradzić.

Czego możemy się spodziewać po Motylu Nocy i Osadzie? Czy jest jakiś gatunek, który chciałabyś spróbować kiedyś napisać, a który zszokowałby twoich czytelników?

Dorzucę do tego Wyspę potępionych i jesteśmy w domu. W wymienionych przez ciebie powieściach na pewno nie zabraknie nietuzinkowych kobiecych postaci, każda z nich będzie wykraczać poza utarte schematy swojej epoki. Są to książki nie związane z cyklem skandynawskim, każda z nich jest zamkniętą historią o zróżnicowanej ekspozycji. Mogę jednak zdradzić, że za każdym razem na czytelników będzie czekać podróż w czasie, dodam że niejedna.

Odnośnie do moich pisarskich wyzwań, chciałabym kiedyś spróbować swoich sił w kryminale, ale na to jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie.

Cały czas powtarzam, że dopiero się rozkręcam i mam w zanadrzu kilka tytułów, które na pewno zaskoczą czytelników. Czy będą szokować? To się okaże. 

Mogłabyś zdradzić ja wygląda Twoja pisarska rutyna?

Przede wszystkim jest nudna. Po prostu siadam i piszę, obojętnie czy akurat mam natchnienie, czy nie. Niekiedy lubię wpierw doglądnąć moich kwiatów, albo zrobić coś, co w żaden sposób nie wiąże się z pisaniem, na przykład zmyć naczynia. To oczyszcza umysł. Kiedyś było inaczej, wydawało mi się, że pisanie wiąże się tylko z tak zwaną weną, dlatego też tworzyłam niezwykle rzadko. Poza tym zawsze mam obok siebie coś do picia (kawa, herbata lub ziółka), notatki, krem do rąk oraz masę innych rozpraszaczy 😀

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez B.M.W. Sobol (@bmw_sobol)

Czy odważyłabyś się kiedyś napisać książkę z kimś w duecie?

Sądzę, że jest to wielce prawdopodobne i niewykluczone, że w przyszłości odważę się tego podjąć.

Mówiąc o inspiracjach – nie tylko piszesz, ale też robisz niezwykłe zdjęcia (przypis: wszystkie zdjęcia w tym wywiadzie są autorstwa Basi!) . Też malujesz. Czy to wpływa też na Twoje pisanie?

Bez wątpienia artystyczna strona mojego charakteru w znacznym stopniu przyczynia się do tego, jak kreuję świat przedstawiony. To fantastyczne móc tworzyć obrazy nie tylko kolorami, czy grafitem, ale również słowami. Tak samo rzecz się ma z fotografią, pisząc scenę zazwyczaj mam przed oczami obraz, jak zdjęcie, które zamyka w sobie krajobraz, interakcję ludzką, w ulotnej chwili, zatrzymując czas. Zarówno malarstwo jak i fotografia intensywnie oddziałują na moje pisanie; są głęboko zakorzenione we mnie oraz historii mojej rodziny.

Bardzo dziękuję Basi za ten wywiad. Jeśli jesteście zainteresowani, możecie ją obserwować na Instagramie, a jeszcze lepiej lecieć do księgarni i zaopatrzyć się w Cudzoziemkę i Więzy przeznaczenia!

Jeszcze raz, Basiu – rozmowa z Tobą to czysta przyjemność i dziękuję Ci, że znalazłaś czas aby podzielić się z nami tak wnikliwym spojrzeniem w Twój pisarski umysł! Oby wena Cię nigdy nie opuszczała i abyś dzieliła się z nami swoją wspaniałą twórczością <3